PL EN
Rejestracja     Logowanie     Przypomnij hasło
porównanie cen oc, tanie oc, najtańsze ubezpieczenie
Szukaj:
Wystarczy być zalogowanym, aby korzystać z Onlinera, jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się.
Aktualności / Recenzje
Eminem Presents RE-UP - Recenzja płyty
20 Luty 2007

Pierwsze co mi przyszło do głowy to to, że do płyty powinien zostać dołączony pistolet i być sprzedawany razem w zestawie co na pewno urozmaiciłoby kawałki wyprodukowane przez ema i g-unit. Prawie w każdym słychać strzały. Przesadzając, powiedziałbym, że to raczej soundtrack do jakiegoś filmu wojennego.

Cieżko było mi zabrać się do recenzji tej płyty, ponieważ średnio lubię eminema a jego g-unit na czele z fiftim wysłalbym na słońce. Zadanie więc nie było łatwe, musialem wejsć w tą strefę, której nie lubię i być w dodatku obiektywnym w ocenie – może właśnie dlatego wybrałem ten album?!?. Poza tym byłem ciekaw co tam słychać u Ema bo mimo, że za nim nie przepadam to uważam jednak, że szacunek za twórczość mu się należy. Nie można zaprzeczyć - jest dobrym raperem a każda jego płyta wydaje się przedstawiać przy najmniej przyzwoity poziom.

Na płycie wydanej przez shady records/interscope records czeszą: Eminem (a jakże), 50 Cent, Lloyd Banks, D12, Obie Trice oraz Nate Dog i Akon. Co do tego ostatniego to miło słyszeć, że już wreszcie nie jest samotny. Jednak założeniem albumu jest promocja nowych wojowników, co za czym idzie: Stat Quo [Stanley Benton] z Atlanty, który własciwie nie jest nowym członkiem rodziny shady’s – ma na końcie współpracę z shady records i aftermatch entertainment, pojawił się już na „Encore” w kawałku „spend some time”, prace nad jego pierwszym albumem „Statlanta” zostały zawieszone na rzecz innych projektów i oczekuje się wznowienia prac w 2007. Następnym świerzym raperem jest Bobby Creekwater [Antoine Rogers] również z Atlanty, jego debiutancki album „A Briliant Mistake” ma ukazać się w 2007 roku, ja również na niego czekam bo styl creek’a jest podobny do mojego wyobrażenia funkcji hip-hopu jako muzyki, bravo za kawałek „there he is”. Ostatnim produktem ometkowanym przez shady records jest Ca$his [Ramone Johnson] z Chicago - znany z The Renegadez, pierwszy reprezentant west coast w shady records [„i’m a west nyga(...) i’m the best nyga, cause we’re the best nygas”], jego debiutancki album ma się ukazać w 2007 roku i bedzie nazywał się „forks & six point stars”.

The Re-Up, początkowo mający być mixtape’m, został jednak wydany jako regularny album i trafił do sklepów 5 grudnia, materiał był ponoć bardzo dobry i executive producer Emuś stwierdził, że z sórowych, niepociętych kawałków zrobi się naprawdę dobrą muzę. Dorzucono kilka innych tracków, zaangażowano większe grono ludzi wierzących w projekt i oto mamy „Eminem Presents: The Re-Up”. Produkcją kawałków zajął się The Alchemist [Alan Daniel Mamam] znany ze współpracy ze snoop bogiem, cypress hill, nas’em oraz jadakiss’em. Oprócz alchemkia na płycie produkuje się eminem, który chyba jednak jest lepszym raperem niż producentem. Ciekawe jest, iż po necie krążą informacje, że „the re-up” jest hołdem dla proofa (zabitego podczas strzelaniny w klubie w detroit [11 kwietnia]) – eminem wszystkiemu zaprzecza: „Album D12 i te niewypuszczone kawałki z proof’em nadchodzi”; „Ale re-up jest właśnie o tych nowych artystach i o tych nowych kawałkach. Nie było by sprawiedliwe dla nich czy dla pamięci proof’a aby to wszytko wymieszać”. Na płycie znajduje się jednak jeden kawalek proof’a – „Trraped”

sesion one...

Po pierwszym przesłuchaniu moje uczucia są raczej mieszane. Myślę, że płytę można podzielić na dwa tomy. Te zrobione przez ema razem z g-unit i te zrobione przez alchemika i innych producentow. Bo style tych artystow roznią się na tyle, ze daje się to wyczuć. Co gorsza, daje się to wyczuć w poziomie reprezentowanym przez obie strony a skoro to ma być płyta promująca nowe twarze oraz kilka nowych kawałków eminema to niech to bedzie kolejnym powodem podziału aby nikogo niesprawiedliwie nie potraktować.

further sesions...

Pierwsze co mi przyszło do głowy to to, że do płyty powinien zostać dołączony pistolet i być sprzedawany razem w zestawie co na pewno urozmaiciłoby kawałki wyprodukowane przez ema i g-unit. Prawie w każdym słychać strzały. Przesadzając, powiedziałbym, że to raczej soundtrack do jakiegoś filmu wojennego. Właściwie nawet, sciągając słuchawki z głowy sięgnąłem po paczkę z płytą celem znaleźenia owej broni ale niestety – może kupilem uboższą wersję, kto wie?. Nie..., ale to bardzo oddaje charakter organizacji zawiązanej pod nazwą dżi junit – kolesie mają chyba jakieś kompleksy albo zranione ambicje, pewnie świadomością tego, że mają prawdziwe pistolety i dużo strzelają zastępują sobie przykrą świadomość, że są żałośni. Na przykład kawałek promujący ten album „you don’t know” jest co najwyżej przeciętny, nie wspominając o klipie, który tylko potwierdza jak biedni i ubodzy umysłowo są panowie z g g g G-unit. To samo można powiedzieć o kolejnym utworze, który badz co badz ma taki sam tytul jak album wiec mozna by myslec, ze powinien sobą coś reprezentować. Niestety, przykro mi ale tak nie jest. Rozpoczyna się tandetnym bitboxem w wykonaniu chyba fiftiego (kto inny mógłby to zrobić lepiej??? yyy... wszyscy??? ), bedac szczery to justin timberlake jest o niebo lepszym bitboxerem. Pozniej jest jeszcze gorzej bo pare centów daje dowód swojego geniuszu używając znakomitej kombinacji bardzo interesujących słów: „bum bum cha – bum bum bum cha” Co to ma być?. To nie brzmi hip hopowo ani nawet profesjonalnie. Wogóle to nie brzmi. G-unit słabo, słabo, nie ma co się oszukiwać.

gdzie jest eminem...

Kawałki gdzie możemy usłyszeć samego Eminema („no apologies” oraz „public enemy No 1”) nie są takie jak się należy spodziwać po takim artyście i tylko dwa na całą płytę? Na 23 utwory??? Wiem, że z założenia płyta jest mixtape’m i ma promować nowych raperów ale dwie produkcje? Widać, że chodziło o to żeby zagwarantować wysoką sprzedaż sygnując płytę swoim dobrze znanym znakiem towarowym – taki trochę krzywy ruch, żeby nie nazwać go żałosnym, bo już zdradzającym, że we wszystkim chodzi głównie o pieniądze. Po za tym zabrakło eminema takiego jakiego bym chcial znowu usłyszeć - prowokującego, eminema szokującego, eminema szalonego, eminema bawiącego swoim stylem. Jest za to eminem noszący przy sobie broń – i to dużego kalibru - a to wszystko wina tych cipek z g g g G-unit. Moim zdaniem współpraca z tymi pseudo-gangsta-raperami nie wychodzi emowi na dobre, ale wiadomo, 50 cent jest bardzo popularny w stanach więc trzymanie z nim sztamy mocno porawia kondycję w portfelu – ehh. znowu chodzi o mamone. Żeby zakończyć ten akapit pozytywnie napiszę, że dużym zaskoczeniem były dla mnie „jimmy crack corn” [prod by em] i „ski mask way” [prod by disco d]. Eminem i 50 cent nieźle się spisali i tu można by im podziękować, że nie zpieprzyli kolejnych dwóch kawałków.

powiew świerzości...

Obie Trice i D12 zrobili swoje i zagrali to co zwykli. Kawałki się podobają i raperzy wnoszą dużo do tego albumu ratując dzięki temu imię starych i doświadczonych wyjadaczy. Mimo wszystko najlepiej wypadli i pokazali się z tej lepszej strony nowi członkowie shady records. Cashis i jego dwa kawałki „everything is shady” i „talkin’ all that” są naprawdę, naprawdę dobre. Oba wyprodukowane przez Rikanatti’ego z The Renegadez. Bobby Creak też pokazał co potrafi w „there he is” [prod the alchemist] kawałek utrzymany w ciekawym stylu kojarzący sie raczej z old shoolem i czasami gdzie di jay’e mieli większe pole do popisu – duża w tym zasługa alchemika. Dobrze to prorokuje na przyszłość i na albumy tych dwóch na pewno poczekam, zobaczymy czy to kolejni artyści na 5 min – mam szczere nadzieje, że nie. Stat Quo trochę starszy brat w shady records również nie zawiódł a na płycie ma aż cztery utwory „by my side” [prod by focus], „tryin’ ta win” [prod by the alchemist], „get low” [prod by dr. dre] oraz „billion bucks” [prod by L.T. Moe] te dwa ostatnie trochę słabsze ale w niczym nie ujmujące wielkiemu flow i potencjałowi tego rapera. Brawo dla nich i ich produkcji

Reszta kawałków to mafia z shady records wraz z emem chulająca na jego produkcjach „we’re back”, alchemika „we ride for shady” oraz witt’a & pep’a „cry now”. Oraz dwa remixy: „shake that” [prod by eminem] oraz „smack that” [prod by akon]. Wypadają naprawdę nieźle I jakże się cieszę, że nie usłyszym w nich gangsterów z g-unit.

Podsumowując – Eminem Presents: The Re-Up początkowo nie wywierający żadnego wrażenia stał się naprawdę dobrą kompilacją (nie mówię tu o g-unit). Jednak jak już wspominałem: skierowany do trochę węższego grona słuchaczy ze względu na charakter albumu. Nie chodzi tylko o te kawałki promujące nowicjuszy ale o styl utworów prezentowanych przez Ema, G-unit oraz D12. Czuć w nich dużo nienawiści oraz gniewu, słychać, że są adresowane do wrogów – czuć, że po tym co się stało Slim wykopał topór wojenny, w końcu z proof’em byli dobrymi przyjaciółmi. To wszystko koloruje jego produkcje w szarych odcieniach. Dlatego uważam, że w płytę trzeba się wsłuchać kilka razy aby sie przed Tobą otworzyła. Zrozumieć ideę albumu a wtedy bity zaczną sie podobac, pomysły uzyte w kawalkach... moze nie zaskakakiwać ale cos w tą stronę, rap sie rozjaśni i będzie można przyznac ze efekt koncowy jest zadowalajacy. Płyta jest dobra, jakbym mial uzyć dziesięcio stopniowej skali to wystawiłbym tej płycie 7,5. I nawet ten smieszny kawalek „smack that” z samotnym czlowiekiem wszedł mi bez popitki – remix – chyba lepszy niż orginał?. Eminem trochę nie taki jak zawsze można go słyszeć i jak na płytę metkowaną jego postacią to trochę za mało szalonej blondyny, ale wiadomo dlaczego. Obie T i D12 prezentują się całkiem nieźle. Za to wielkie brawa należą się tym, którym ten album jest oficjalnie dedykowany. Boby Creek, Cashis i Stat Quo – panowie, dobra robota – no i czekamy na wasze albumy, bo wiadomo, że artyści zostawiają najlepszy materiał na swoje projekty. Trzeba dodać, że profesjonalnie to wszystko zmiksowano: Rozgniewanego Eminema razem z D12 i G-unit, tych nowych kolesi, plus wciągnięto w to wszystko Akon’a i Nate Dog’a. Efekt końcowy??? Myśle,że każdy i tak sam wyrobi sobie zdanie, z mojej strony mogę tylko zachęcić was do przesłuchania.

polacy są wszędzie...

Ostatnia sprawa: gdzieś na allegro widziałem wersję polską tego albumu. Wygląda to tak jak na obrazku:

Trochę głupia sprawa z tym napisem nadrukowanym na frońcie, który szpeci tylko okładkę. Myślę, że lepszym rozwiązaniem byłoby nakleić nalepkę na folię i nie niszczyć w ten sposób ludziom radochy z wydania pieniędzy na orginalną płytę. Trzeba przyznać jednak, że cena jest o połowę mniejsza niż na wyspach ale to nie usprawiedliwia faktu pakowania się z polską flagą na płytę Eminema, co na pewno nam, jako polakom, się nie podoba jak i niespodobałoby się Emowi (gdyby tylko o tym wiedział). Dobrze, że nie wpadli na pomysł umieszczenia na szyi Eminema krawatu samoobrony. Albo 50 centa z bandaną radia maryja albo smyczą telewizji trwam. Yo. Płyty nie miałem w ręku ale chciałbym wiedzieć co to znaczy, że album jest wydany po polsku? W środku tak naprawdę wiele do tłumaczenia nie ma i ktoś kto choć trochę zna jezyk angielski bez problemu sobie poradzi. A może chodzi o to, że kawałki są puszczane z dubingiem? Jeśli tak to mam nadzieję, że usłyszymy na niej Piotra Kraśko albo jeszcze lepiej - Stefana Mulera.

20 Luty 2007
Eminem Presents RE-UP - Recenzja płyty
Pierwsze co mi przyszło do głowy to to, że do płyty powinien zostać dołączony pistolet i być sprzedawany razem w zestawie co na pewno urozmaiciłoby kawałki wyprodukowane przez ema i g-unit. Prawie w każdym słychać strzały. Przesadzając, powiedziałbym, że to raczej soundtrack do jakiegoś filmu wojennego.

   komentarze(0)      więcej


Komentarze
Nick / e-mail
Ocena
Treść:
Kod